F Blog Elabika, czyli prawie wszystkie powody dla których warto go czytać

Po co blog?

Elabika Blog

Prawie wszystkie powody dla których warto czytać naszego bloga

Tak się „jakoś” złożyło, że pora ogłosić inaugurację naszego firmowego bloga. Na wieść o tym, specjaliści, ale i „specjaliści” od marketingu internetowego może nawet zakrzykną jednym głosem: „Blog, co tak późno?”

Wszak „cały” świat, no niech będzie, ta część „świata”, która interesuje się marketingiem, zwłaszcza tym internetowym, czy ogólnie pojmowanym SEO, prowadzi blogi.

Nie dotarliśmy wprawdzie do jakichkolwiek badań omawiających zasadność prowadzenia tej formy informacji o markach, ale od czego są marketingowcy? Wszak według nich blog firmowy ma wręcz nieograniczoną liczbę zalet. I nie skorzystanie z nich, to ponoć ewidentna strata dla każdej firmy.

Ale, z kolei w czasach, gdy posiadanie oficjalnej firmowej strony internetowej to zjawisko powszechne, a liczba profili w mediach społecznych, które „trzeba mieć” oscyluje z pewnością wokół liczby dwucyfrowej (jedna z wtyczek do WordPress obsługuje przeszło 100 takich programów), warto zadać sobie to proste i oczywiste pytanie.

Po co nam kolejny kanał informacji?

Do czego służyć ma nam, naszym Klientom lub naszym potencjalnym czytelnikom?

Nasz firmowy Elabika Blog.

Bo tak naprawdę nasza inicjacja w tej formie to w zasadzie tylko pozory. Wszak jeszcze w XX wieku zaczęliśmy prezentować nasze umiejętności i dokonania. Z początku (ograniczenia programowe, dostępność do odpowiednich technologii, a co za tym idzie stosownych materiałów promocyjnych), w zasadzie wyłącznie informowaliśmy. Z biegiem lat, z biegiem dni zaczęliśmy nie tylko chwalić się, że produkujemy maskotki dla dzieci, najczęściej maskotki pluszowe często zwane misie, pokazując coraz liczniejsze fotografie.

Wraz ze zdobywaniem doświadczenia i umiejętności, zaczęliśmy odważać się na więcej. Dzięki temu „zwykłe” maskotki zyskały przydomek i wśród naszych dokonań pojawiły się gadżety reklamowe i maskotki reklamowe. A my zaczęliśmy je, mimo, iż nie istniał

nasz firmowy blog,

nieśmiało opisywać.

Kolejny zauważalny przełom w naszej przygodzie z pluszakami, to rok 1997, gdy zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy pierwsze duże maskotki, służące za przebranie dla animatora.

A potem, to już się jakoś to wszystko „samo” potoczyło. Mijały kolejne lata. Nasze unikalne i jedyne w swoim rodzaju kostiumy reklamowe awansowały z pozycji najładniejsze stroje reklamowe do miana

najlepsze stroje reklamowe.

A, że i wyłącznie autorsko projektowane maskotki reklamowe cieszyły i nadal cieszą się powodzeniem wśród naszych Klientów, nasze porfolio stale zwiększało swą objętość.

Zyskała na tym nie tylko kolejna wersja naszej oficjalnej firmowej strony internetowej. Gdzie w tematycznych galeriach, coraz obficiej zapełnianych przez fotografie, a w ostatnich latach nawet krótkie filmy, pojawiły się poruszające różnorodną tematykę treści.

Mało tego, ulegając „czarowi” social  mediów oraz „wymogom” stawianym różnym podmiotom, których obecność w sieci nie jest zauważalna bez funkcjonowania w ich środowisku, postanowiliśmy i my skorzystać z tej powszechnej i popularnej mody.

Efekt?

Profile w takich miejscach jak: Google+, Twitter oraz Facebook. Oraz kolejne, zgodne nie tylko z wszelkimi zaleceniami niejakiego Pana Matta z Google, zabiegi. Ale i z naszym konsekwentnym, czasami nawet konserwatywnym, co nie znaczy, że nudnym, postrzeganiem świata. Zwłaszcza tego wirtualnego, który w swej marketingowej części powinien przekładać się na:

  • interakcję
  • większą widoczność w Google
  • PR
  • marketing, ze szczególnym naciskiem na kontent marketing,
  • a nawet gdzieś tam w oddali na sprzedażowe leady.

Ba, wszak nawet, gdy nasz oficjalny firmowy kanał filmowy na You Tube, na którym konsekwentnie demonstrujemy kostiumy reklamowe, doprowadziliśmy do stanu, gdy nadchodzi czas, by rozpocząć odliczanie czwartej setki filmów, zabiega nieustannie o konwersję, pytanie postawione na samym początku, pozostaje aktualne.

A więc, po co nam firmowy blog?

Gdy pomyślimy sobie, zmierzając tropem marketingowych „guru”, że dzięki temu:

  • poprawimy wyniki wyszukiwania organicznego,
  • poszerzymy corporate story,
  • obdarzymy firmę „ludzką twarzą”,
  • zyskamy pozycjonowanie na niszowe frazy i długi ogon,
  • zdobędziemy kolejną możliwość budowania wiarygodności firmy,
  • uzyskamy nie tylko dodatkowy ruch na stronie, ale i zwiększymy liczbę Klientów,
  • w naszym firmowym słowniku pokaże się słowo interakcja,
  • zdobędziemy kolejną możliwość budowania wiarygodności firmy,
  • nasze doświadczenie i umiejętności zamienią się w rolę niekwestionowanego autorytetu lub eksperta,

to w zasadzie nas to nie „kręci”.

Wszak już to robimy, a przynajmniej staramy się od dłuższego czasu. I dlatego powielanie tego, „poprawnowościowego” schematu w takiej formie jak

blog,

wydaje się nam…, choć nie, po prostu jest nudne. Zwłaszcza, że dla nas naszymi pryncypialnymi, zasadniczymi, najbardziej wartościowymi zjawiskami są po prostu stroje reklamowe, ale i inne gadżety reklamowe, w tym maskotki reklamowe.

Stąd wymyśliliśmy sobie

pomysł na naszego oficjalnego firmowego bloga.

I choć nadal ten blog włączy się w ubarwienie opowieści o naszej firmie oraz przyczyni się do znajdowania odpowiedzi nawet na najtrudniejsze pytania, to tylko i wyłącznie na naszych własnych zasadach.

Obojętne, czy to będzie poprawne lub zgodne ze sztuką.

Bez względu na to czy się to komuś podoba, czy nie.